jeśli ślady są prawdziwe
noc zapylona śniegiem
nakłuwa szyby ciszą
światło gęstnieje i sny
sny dzisiaj gęstniją
wykwitają na polach
ślady którymi wrócisz
noc zapylona śniegiem
nakłuwa szyby ciszą
światło gęstnieje i sny
sny dzisiaj gęstniją
wykwitają na polach
ślady którymi wrócisz
chwila światła i wyjście ciężko uchylone drzwi na progu popoiły ze snu w sen brama zamarzają usta brunatnieją ślady warg wpijanych w futrynę w głąb dotknięty język ze snu w sen wpadające Słowa to tylko materiał na przybrudzone skrzydła rozrzucony na schodach pełen drzazg listopad/grudzień 2007
Wszystko jest iluzją. Odkąd rozpadł się w gruzy obraz skończonego świata , którego centrum stanowi ziemia człowiek już nigdy nie mógł bez lęku dowierzać zmysłowemu poznaniu. Zwątpił w jego siłę u progu baroku odkrywając niezbadane obszary subiektywności doznań ,piękna i mrocznych stron rzeczywistości. Prze kolejne epoki ( przede wszystkim oświecenie pozytywizm , dwudziestolecie międzywojnie) próbował odbudować racjonalną wizję świata by zwątpić po raz kolejny, z jeszcze większą sił w wieku XX. Zestawienie baroku i współczesności ,szczególnie tej z połowy lat 50, odkrywa bogactwo paralel miedzy czasami pozornie tak odległymi. Więcej »
Wcale żyć na tym świecie, chociaż jest już duży
[...]
Ten cos się nie nadaje. Do życia. Do świata.
[...] sam sobie wymyślił coś takiego[...]
[...]swoje własne państwo[1]
(„Wybrzeże Moskitów”, s. 44)
kraj wierszy, z którego wysłał czarną kopertę, bez adresata. Umieścił w niej list- siedemdziesiąt siedem jednostronicowych wierszy, układających się w niezwykłą pocztówkę z fantazmatycznej koloni. Widokówkę autorstwa Tomasz Różyckiego, który w swoim piątym tomiku zabiera czytelnika w kolejną precyzyjnie zaplanowaną poetycką podróż na statku tradycji i formy. Więcej »
Król - Duch Juliusza Słowackiego - próba pisania epopei
„Polsko! Ofiaruję Ci Rapsod II Króla Ducha. Pierwszy leciał szybko jak wiatr błyskawicy – ten się wlecze jak wół, pracowitym krokiem, ciężko i poważnie. Znajdziesz w nim tajemnicę początku i końca – Alfę i Omegę świata, a zatem i ojczyzny. Znajdziesz początek sił antychrystusowych, przed wiekami zaczętych – znajdziesz tajemnicę ziarna wpływu Ducha świętego – cudów Izrealową rózgą Mojżesza przez duchy sprawowanych – nareszcie walkę sił pogańskich, duchowych, elementarnych, z Oświeciciela potęgą. Wyraźniejsze tych rzeczy wypowiedzenie wzbronione zostało dotąd poecie, pod trwogą Boga zostającemu. Trudu doznasz, czytając niniejsze poema, a walkę będziesz musiał odbyć, duchu czytelnika z duchem poety… Jeśliś leniwy – dzieło odrzucisz; wszakże dostaniesz pod zaklęciem prawdy, która ci w drodze wiedzy dalej iśćcie pozwoli.”[1] Więcej »
Przed wieloma laty ludzie postanowili zbudować idealne miasto. Wykreślili obliczony co do milimetra, doskonały projekt. Wtedy jeszcze „żadna wątpliwość nie mąciła ludzkich umysłów, kładący cegły wierzyli ,że pion jest pionem, a poziom poziomem”. To właśnie w tym czasie, okresie mitycznego prapoczątku zakorzeniona jest debiutancka powieść Magdalen Tuli. „W snach i kamieniach” fabularny plan utworu łączy się nierozerwalnie z planem wzrastania i zamierania miasta. Więcej »
Zapłakana służąca obierając włoszycznę przegląda ogłoszenia matrymonialne, z nadzieja ,że jakiś miły pan w średnim wieku ściągnie z niej w reszcie zachlapany fartuch. Komendant marzy nieustannie, że ubierze się w końcu mundur generała, a piętnastoletni gimnazjalista nie może już znieść aksamitnego stroju ucznia. Zbyt ciasne , uszyte bez przymiarki ubrania uwierają wszystkich bohaterów „Skazy”, nieświadomych, że jakkolwiek przeróbki są niemożliwe. Więcej »
Kiedy zacząłem pisać, nie wiedziałem jeszcze
że będę brzegiem i taflą dla żeglujących wierszy
słowo będzie miało miejsce, nie tylko we mnie,
wyjdzie spod palców, spowoduje tsunami życia
będzie twardnieć, kamienieć wyrzucone ze świata,
przed światem chowane jako dowód niedorzeczności.
Nie wiedziałem jeszcze, że pożółknie i nie będzie smakować
po latach a stare zarumienie nowymi jak kobiety i
samotne miejsca spoczynku na kanciastym piasku
kiedy zacząłem pisać wiersze, dziewictwo przepadło.
Na tyłach sklepu z pasmanterią
W tym tygodniu zszywają niebo
Rozepchaną kieszeń nad nami
Grubą nicią łatają dziury, bo z tamtej
Strony paznokciami on rozdrapuje
Skrupulatnie łatają worek sklepienia
Mają igły suwaki kolorowe nici
nocą w milczeniu przez uchylone
Okna solidnie przepracowują nadgodziny
I nie pozwolą mu rozerwać cienkiej
Tkaniny horyzontu, bo popsuje
Całą zabawę całe to współczesne
Przekonanie, że niebo jest puste.
3o.o4.o7
* * *
nie ufam miłości między kobietami
a mężczyznami chcę miłości między
pomiędzy wobec dokładnie wzdłuż i wszerz
człowieka względem człowieka.